Wakacje w Turcji (Izmir) 

Turcja? Wakacje? Brzmi sztampowo. Ciepły klimat, morze i leżenie do góry brzuchem. Ale dzisiaj nie o tym. Dziś o tym co czeka na turystów, którzy chcą zetknąć się z tą niezwykłą kulturą, wyściubić nosa z hotelu, zasmakować tureckich potraw i poczuć się przez chwilę jak mieszkaniec Izmiru, tej trzeciej co do wielkości tureckiej metropolii, która jest dla mnie od dziś synonimem gościnności oraz wybornej kuchni.

IMG_20190318_165213

Coś do poczytania przed wyjazdem?

Mój pobyt w Turcji obfitował w zaskakujące sytuacje z życia codziennego oraz dał ogromną dawkę motywacji do zgłębienia tej kultury oraz języka tureckiego.

W poście Jak samodzielnie uczyć się tureckiego? przedstawiam materiały on-line, z których możecie skorzystać stawiając pierwsze kroki w tureckim.

Jeżeli wybierasz się do Turcji , to przed wyjazdem oprócz podstaw języka pewnie chcesz dowiedzieć się czego można się spodziewać, czego unikać, co przystoi a co nie. Ja przeczytałem w tym celu kilka postów o Turcji, z czego w szczególności zapadł mi w pamięci jeden z najbardziej obszernych i rzetelnych blogów w tym temacie https://www.tur-tur.pl.

Jakie stereotypy się potwierdziły, a jakie nie?

Jadąc od kraju, w którym dominującą religią jest islam mamy pewne wyobrażenie, które niekoniecznie znajduje odbicie w rzeczywistości, jeżeli chodzi o İzmir. İzmir jest miastem, w którym uderza nas liberalna obyczajowość i zachodni styl życia. Znajdziemy wiele kobiet ubranych na modłę zachodnią, homoseksualne pary w metrze czy młodych ludzi pijących napoje wyskokowe na trawie w samym centrum miasta.

Przed wyjazdem słyszałem również wiele dobrego o tureckiej kuchni, a nawet miałem okazję odwiedzić kilka tureckich restauracji w Niemczech. Rzeczywistość przkroczyła jednak moje naśmielsze oczekiwania. Nie spodziewałem się, że w ciągu zaledwie 10 dni pokocham tureckie jedzenie. Moim absolutnym numerem jeden jest Iskander – skrawki wołowiny w sosie pomidorowym ze spodem z kawałków chleba i do tego jogurt. Brzmi dość egzotycznie, ale zapewniam, że warty jest swojej ceny, która notabene nie była wcale tak wysoka. A jeśli już jesteśmy przy kosztach…

Z jakimi wydatkami należy się liczyć?

Za lot z Berlina zapłaciłem ok. 950 zł rezerwując dwa miesiące wcześniej. Linie Turkish Airlines mogę polecić każdemu jeśli chodzi o obsługę, serwowane jedzenie oraz komfort lotu. Co do kosztów życia, to z pewnością dla mieszkańców są wysokie biorąc pod uwagę, że średnie wynagrodzenie oscyluje w graniach 2 tysięcy lir. Jednak dla przyjezdnych z Europy, np. Polski, czy już na pewno z Niemiec, ceny wydadzą się bardzo przyjazne dla naszego portfela. Za duży pokój jednoosobowy w hostelu w dobrej dzielnicy zapłaciłem 90 lir za noc, co w przeliczeniu daje ok. 60 zł za noc. W takim na przykład sopocie za taką cenę dostaniemy co najwyżej łóżko w pokoju wieloosobowym.

Co zobaczyć w okolicy?

Na pewno warto wybrać się do oddalonego kilkadziesiąt kilometrów Efezu (zdjęcie), gdzie znajdziemy ruiny starożytnego miasta leżącego niegdyś nad morzem egejskim. W pobliży znajduje się również miejsce pielgrzymek katolików – Dom Marii Dziewicy, w którym żyła aż do swojej śmierci matka Chrystusa. Zarówno w Efezie, jak i w domu Maryi znajdziemy dużo książek w polskiej wersji językowej. Choć nie są zupełnie wolne od błędów językowych, to jednak sprawiają, że turysta czuje się bardziej swojsko, a i na prezenty nadają się świetnie.

20190323_141601

Jakie niespodzianki…

Zaskoczyło mnie również to, że wchodząc do tureckiego mieszkania już na klatce schodowej należy zdjąć buty, a następnie zostawić przed wejściem lub wnieść do domu i umieścić w szafce (broń Boże nie wchodzić do przedpokoju w butach). Zdarzyło mi się raz, gdy już wychodziłem z mieszkania w odruchu bezwarunkowym położyć buty w przedpokoju, na dywanie. Atmosfera zrobiła się co najmniej niezręczna, kiedy gospodyni, również w odruchu, wykrzyknęła coś po turecku. Po tym wszystkim oboje długo nawzajem się przepraszaliśmy.

Nie brakowało także sytuacji, w których trzeba było wykazać się ekwilibrystyką lingwistyczną najwyżeszego sortu, kiedy zaczepiony na ulicy przez agitującego za czymś jegomościa odezwałem się do niego po turecku „para yok”, co znaczy tyle, co „nie ma pieniędzy”. Wystarczyło dodać suffix -m do para i już byłoby bardziej elegancko (nie mam pieniędzy), a tak wyszło trochę w stylu „kali jeść, kali pić”.

Ostania wpadka zdarzyła mi się jeszcze w Niemczech, gdy przepuszczając w drzwiach znajomą usłyszałem „teşekkur ederim”, a moja odpowiedź brzmiała zamiast „bir şey değil” (nie ma za co)bir şey değilim” (jestem niczym). Tą odpowiedzią w stylu Koheleta – marność nad marnościami i wszystko marność – wprawiłem koleżankę w zakłopotanie.

A jakie są wasze doświadczenia z pobytu w Turcji, próbowaliście swoich sił w tureckim czy zdajecie się na angielski? Zachęcam do komentowania.

20190325_192224

Erasmus w Hildesheim

Skoro tu trafiłeś to pewnie interesuje Cię jak wygląda program Erasmus + od praktycznej strony. W tym celu powstał ten krótki artykuł, w którym opowiem wam o szczegółach życia na Erasmusie w Niemczech.

Czy podołam finansowo? Jak wysokie są koszty życia?

Na początku trzeba liczyć się ze sporymi wydatkami. W ramach opłaty semestralnej otrzymujemy legitymację oraz bilet na cały semestr na komunikację miejską w Hildesheim oraz pociągi regionalne po całej Dolnej Saksonii, które pozwalają nam za darmo dojechać do Hamburga, Bremy czy nawet Magdeburga. Niestety ta przyjemność kosztuje nas w granicach 320 euro za semestr. Koszt wynajęcia pokoju jednoosobowego w akademiku (tylko jedynki są w ofercie Studentenwerku) to ok. 250 euro za miesiąc + zwrotna kaucja w wyskości 350 euro. Posiłek na stołówce studenckiej to koszt rzędu 2,5 do 4 euro. W przeciętnej restauracji najemy się i napijemy za 10-15 euro.

Czy to przypadkiem nie dziura? O Hildesheim

W Hildesheim mieszka trochę ponad 100 tys. osób, w tym ok. 8 tys. studentów Uniwersytetu Hildesheim. Choć samo miasto nie oferuje tak wielkomiejskiego życia, jak choćby Warszawa, to bliskość Hanoweru (26 min. S-Bahnem) w dużej mierze rekompensuje ten brak. Nie oznacza to jednak, że w Hildesheim nie ma co robić. Jest kilka naprawdę dobrych tureckich restauracji (nie tylko znanych nam z Polski kebabów) oraz pubów (np. z karaoke) czy centrum kultry KUFA, gdzie organizowane są imprezy kulturalne.

Zajęcia? Jak mają się do poziomu na UW?

Wszystko zależy od zajęć. Mimo tego, że rankingowo uczelnia znajduje się daleko w tyle za Uniwersytetem Warszawskim, to nie jest to aż tak widoczne. Poziom kadry akademickiej jest wysoki, a stawiane wymagania wobec studentów zagranicznych nie odbiegają znacząco od tych stawianych studentom na miejscu. Na zajęciach tłumaczeniowych dostajemy jednak fory z racji, że nie ma tłumaczeń na polski i żaden z języków, z którymi pracujemy, nie jest naszym ojczystym. Oznacza to m.in. więcej czasu na egzaminie czy większą ilość dopuszczalnych błędów, a na niektórych egzaminach nawet możliwość korzystania ze słowników polsko-niemieckich czy polsko-angielskich.

Społeczność międzynarodowa? Czy łatwo nawiązać kontakty z zagranicznymi studentami?

Dość dobrze funkcjonuje lokalna sekcja ESN, organizowane są wycieczki do miast niemieckich i zagranicznych, np. Heidelbergu, Berlina czy Amsterdamu. Oprócz tego organizowane są wieczory poświęcone kulturze różnych krajów przygotowywane przez studentów zagranicznych dla innych studentów. W tym semestrze miałem przyjemność współorganizować polski wieczór. Wśród atrakcji było m.in. recytowanie epopei narodowej „Pana Tadeusza” przez studentów z kilku różnych krajów, z których żaden nie mówił po polsku. Wygrał Hiszpan, który zręcznie wykorzystał znajomość języka rosyjskiego do tego, by prawie bezbłędnie wyrecytować fragment o tytułowym młodzieńcu noszącym „kościuszkowskie miano”. Było też tańczenie poloneza, wycinanki kurpiowskie czy quiz z historii Polski.

Możliwości spędzania czasu wolnego? Czy nie będę się nudzić?

Wszystko zależy od Ciebie. Możliwości jest wiele. Oferta sportowa jest także dość szeroka. Jest ogólnodostępny basen i siłownia, a także zajęcia z samoobrony, capoeiry, piłki nożnej, badmintona czy tenisa stołowego. W mieście jest także kino. Co do wydarzeń integracyjnych, jest dużo imprez organizowanych przez lokalny oddział ESN lub International Office, jak choćby pub crawling, wieczory filmowe czy wyjścia kulturalne, np. do obserwatorium astronomicznego.

Co mają do zaoferowania Niemcy? Podróże małe i wielkie.

Tak jak wspominałem bilet semestralny uprawnia do podróży pociągami regionalnymi po całej Dolnej Saksoni. Z racji centralnego położenia w Niemczech pomysłów na podróże jest tyle, że ograniczeniem jest tylko czas (nawet nie pieniądze). Na pewno warto odwiedzić Bremę, Hamburg, Goslar, Wolfsburg, Bad Harzburg, a także wybrać się na wycieczkę górską w pobliskie góry Harz, gdzie na szczycie Brocken rozgrywała się akcja słynnego „Fausta” Johanna Wolfaganga Goethego. Z opcji płatnych na pewno warto wybrać się do Amsterdamu czy Koloni i pobliskiego jej Bonn.

Jak zadbać o nasze języki?

Ponieważ jest to blog o językach, to na koniec powiem wam jakie możliwości pod tym względem otwiera przed nami Erasmus. To, że zautomatyzuje nam się angielski, jest prawie pewne. Nawet jeżeli nasi znajomi z różnych krajów nie mówią w tym języku bezbłędnie, to przez liczne z nimi interakcje język ten stanie się naszą drugą naturą. Jeżeli chodzi o niemiecki, to wszystko zależy od tego, czy zamkniemy się w gronie międzynarodowych przyjaciół czy wyjdziemy poza nie szukając kontaktu z rodzimymi studentami. Dobrą okazją do tego są tandemy językowe organizowane przez uniwersytet czy doradztwo językowe prowadzone przez studentów kierunków DaF (nauczanie niemieckiego jako obcego) skierowane do studentów z zagranicy. Standardowo mamy również kursy intensywne przed rozpoczęciem semestru czy semestralne kursy niemieckiego na wszystkich poziomach zaawansowania.

Dla językowych freaków – Volkshochschule oferuje płatne kursy dla początkujących w bardzo wielu językach, także egzotycznych, a na uniwersytecie nauka francuskiego, hiszpańskiego, niemieckiego, angielskiego, rosyjskiego jest darmowa. Nie ma także górnego limitu punktów ECTS.

To by było na tyle z porad na temat Erasmusa w Niemczech. Jeżeli macie w tym temacie własne doświadczenia, podzielcie się nimi w komentarzach.

Skuteczna nauka z memrise

Dzisiaj przyjrzymy się bliżej stronie oraz aplikacji do nauki memrise pod kątem jej przydatności w nauce języków obcych. Jest to godna polecenia strona, jeżeli szukamy czegoś w rodzaju crash course. Jeżeli jednak znamy język na pewnym poziomie (A2/B1) to proponowane przez memrise metody nauki prawdopodobnie uznamy za mało efektywne.

Cena i dostępność

Jakie są zatem mocne strony aplikacji? Przede wszystkim jest darmowa. Istnieje co prawda możliwość rozszerzenia do konta premium, nie jest to jednak konieczne. Konto premium otwiera przed nami nową paletę ćwiczeń i pozwala skupić się w większym zakresie na słowach, która sprawiają nam szczególną trudność. Sam korzystam z wersji darmowej i w najbliższym czasie nie planuję rozszerzenia. Po prostu jestem w pełni zadowolony z efektów nauki. Aplikacja jest dostępna również w wersji mobilnej – także nieodpłatnie.

Języki — do wyboru do koloru

Drugim plusem jest szeroka gama języków. Zakładając, że naszym językiem wyjściowym jest polski, możemy uczyć się angielskiego, niemieckiego, hiszpańskiego, francuskiego i rosyjskiego. Jeżeli znamy już angielski, wtedy otwierają się przed nami całkiem nowe horyzonty. Z angielskim jako językiem wyjściowym mamy wszystko, czego dusza zapragnie – od chińskiego, przez arabski, aż do języków migowych i sztucznych. Dodatkowo istnieje szeroki wybór kursów dodanych przez użytkowników, a zatem możliwa jest nauka innych języków niż te wymienione przeze mnie, choćby włoskiego czy duńskiego po polsku. W tym poście skupiam się jednak tylko na kursach autorstwa twórców portalu.

„Nauka, która jest przyjemnością”

Kolejna cecha memrise to system inteligentnych powtórek, który dba o to, aby nauczone słowa utrwaliły się w naszej pamięci długotrwałej. Jeżeli uczymy się regularnie, to mamy pewność, że powtórzymy dane słowo tuż, zanim byśmy je zapomnieli (algorytm oparty jest o krzywą zapominania). Jeżeli chcemy bardziej świadomie zaplanować tok nauki, istnieje dodatkowo możliwość wyznaczenia dziennych celów (np. 15 minut każdego dnia). W takim wypadku aplikacja wysyła nam powiadomienia na telefon. Zdobyte podczas każdej sesji punkty oraz rankingi, które umożliwiają porównywanie się z innymi użytkownikami, są także dodatkową zachętą do nauki. Kursy są przeważnie podzielone na siedem poziomów, a zdobycie każdego z nich dostarcza nowych pokładów energii i sprawia, że czujemy się bardziej zmotywowani. Jednak kluczem, jak prawie w każdej metodzie jest regularność (lepiej mniej a częściej, niż więcej a rzadziej). Nawet kilka dni zwłoki może bowiem doprowadzić do nieprzyjemnej sytuacji akumulacji dużej ilości powtórek. Łatwo stracić impet, gdy po trzech dniach nieobecności przychodzi nam powtarzać weźmy na to 300 słówek.

Ocena z perspektywy użytkownika

Korzystam z memrise głównie przy nauce języka tureckiego (tak wiem, dość egzotycznie). Jest to pierwszy język nieindoeuropejski, z którym mam styczność. Muszę przyznać, że aplikacja naprawdę dobrze sprawdza się w początkowych fazach nauki – podczas przyswajania masy słów i wyrażeń będących w powszechnym użyciu, takich jak: dzień dobry, dziękuję, jestem zmęczony, czy mogę prosić menu? itd. Niestety co jakiś czas spotkamy się z wyrażeniami, co do których powszechności można mieć pewne wątpliwości, jednak niekiedy po prostu twórcy kierowali się innymi kryteriami (np. ilustrowania pewnego zagadnienia gramatycznego). Natomiast należy pochwalić fakt, że kolejne moduły bazują na wiedzy zdobytej na poprzednich poziomach. Na przykład słowa customer i right dla lepszego utrwalenia pojawiają się po pewnym czasie jeszcze raz w ramach zdania customer is always right lub słowa free i bird w wyrażeniu as free as a bird.

Nie przekonał mnie żaden z siedmiu kursów proponowanych dla języka hiszpańskiego. Myślę, że wynika to z faktu, że kursy memrise najlepiej nadają się dla osób dopiero zaczynających swoją przygodę z danym językiem.

To by było na tyle, jeśli chodzi o moją ocenę strony do nauki memrise. Naprawdę polecam ją każdemu, kto myśli o rozpoczęciu nauki dowolnego języka od zera lub przypomnieniu sobie podstaw. Nie należy mieć jednak wygórowanych oczekiwań wobec strony, jeśli chodzi o rozwój sprawności językowych (zwłaszcza produktywnych, np. pisania czy mówienia). Do tego nadają się inne strony, o których w kolejnych postach.

A jakie są wasze doświadczenia związane z tą akurat aplikacją do nauki języków?

Czekam na wasze komentarze.

Co to znaczy znać biegle język obcy?

Witajcie po krótkiej przerwie. W głowie dużo pomysłów, tylko bieżące obowiązki na uniwersytecie trochę spowalniają pracę nad kolejnymi postami. Od dziś nowy post w każdy wtorek. A w dzisiejszym wpisie opowiem wam historię pewnego poligloty w ramach inspiracji i zachęty do nauki nowych języków, ale także refleksji nad tym, co to tak naprawdę znaczy „znać język obcy”.

Człowiek, o którym mowa, nazywa się Tim Doner i obecnie ma 23 lata. Studiuje lingwistykę na Harvard University, ale nie fakt studiów na Harwardzie sprawił, że świat o nim usłyszał. Głośno o tym chłopaku było kilka lat temu w całych Stanach, gdy jako 16-latek opublikował na internecie film, w którym mówi w 20 językach. Ameryka oszalała na jego punkcie. Dostawał zaproszenia do programów śniadaniowych, na przemówienia TedTalk, nakręcono nawet film dokumentalny na jego temat. Został okrzyknięty najmłodszym poliglitą na świecie.

Szybko jednak przekonał się, że telewizja robi z niego tanią sensację i nikogo tak naprawdę nie interesuje, co kryje się za jego pasją do języków. Podczas rozmów z BBC czy New York Timesem wielokrotnie proszono go o tłumaczenie randomowych zwrotów na przeróżne języki zagłuszając to co chłopak miał do powiedzenia.

A prawdą jest, że w swoich przemówieniach porusza kilka kwestii, nad którymi warto się pochylić, gdy zabieramy sie do nauki języka.
Czym jest płynna znajomość języka obcego? Czy jeżeli potrafimy rozmawiać z równie dużą swobodą na temat elektrowni jądrowych, co opisywać nasze doznania po przesłuchaniu czterech pór roku Vivaldiego, to znaczy, że jesteśmy biegli w tym języku? Mało kto zatem ma na tyle wszechstronną wiedzę, by nazywać się biegłym w swoim ojczystym języku, a co dopiero gdy mówimy o językach obcych. Każdy z nas jest kształtowany przez środowisko, w którym żyje. Także język w którym czujemy się najbardziej swobodnie może się różnić i zależeć od tego w jakim języku przyswajaliśmy daną wiedzę. Przykład z życia. Wychowałem się w Polsce i naturalną rzeczą dla mnie jest to, że gdy gram w piłkę nożną, robię to ‚po polsku’. Kiedy jednak przyszło mi całkiem niedawno grać w piłkę z Niemcami uświadomiłem sobie jak bardzo niepełna jest moja wiedza w tej dziedzinie. Mogę czuć się swobodnie opowiadając o Chrzcie Polski po niemiecku turystom z zagranicy, ale gdy trzeba poprosić kolegę o wrzutkę w pole karne, mimo, ze jest to ten sam język, nie jest już tak łatwo.

Tim Doner ilustrując naszą niepełną znajomość języka ojczystego podaje przykład swojego Taty, który jest prawnikiem w Nowym Yorku i mimo że mówi po angielsku, jest to język tak różny od mowy potocznej, która posługuje się jego syn, że równie dobrze mógłby mówić po chińsku. Ja mam podobnie, gdy słucham czasem mojego Taty, architekta, gdy rozmawia z konstruktorem na temat… no choćby więźby dachowej.

A zatem biegłość to pojęcie względne, które co prawda można mierzyć egzaminami i certyfikatami, ale i one badają jedynie pewien wycinek rzeczywistości. Większość certyfikatów przygotowuje do studiów na uczelniach zagranicznych, a zatem skupia się na języku akademickim.

A gdzie miejsce na język ulicy, miłości czy literatury pięknej?

Każdy z nas zna języki wybiórczo, ale w tym też tkwi ich piękno. Wchodząc w interakcję z drugim człowiekiem, możemy dowiedzieć się czegoś nowego o świecie, poszerzyć nasz lingwistyczny repertuar czy odkryć coś na temat nas samych. Jaki byłby sens rozmowy, gdyby każdy z nas miał zaprogramowaną pełną wiedzę o języku?

A zatem „be hungry, be foolish” jak to mówił Steve Jobs i „don’t settle” na drodze do biegłości, ale pamiętaj, że to droga się liczy, a nie cel.

A jeżeli spodobał Ci się post i chciałbyś oddać się lekturze tekstu Tima Donera, który zainspirował dzisiejszy wpis to sięgnij po niego tutaj: https://ideas.ted.com/why-i-learned-20-languages-and-what-i-learned-about-myself-in-the-process/ (język angielski)

Dyskusja w komentarzach na temat definicji biegłości mile widziana.

W jaki sposób przygotować się do egzaminu TestDaF i podjąć studia w Niemczech?

Certyfikat TestDaF (Deutsch als Fremdsprache) jest przepustką do studiów na uczelniach wyższych w Niemczech. Ponieważ jest względnie prostym egzaminem w porównaniu do równorzędnych wagą egzaminów (jak DSH czy GDS) jest to częsty wybór dla tych, którzy wymarzyli sobie studia w Niemczech. W dzisiejszym wpisie zdradzę wam jak skutecznie przygotować się do zdania tego certyfikatu i co zrobić, aby uzyskać piątki z wszystkich czterech modułów. Los geht’s!

Zapoznaj się z formą egzaminu i ustal swój cel

Test składa się z czterech części – czytania, słuchania, mówienia i pisania. Z każdej części otrzymujemy osobny wynik. Może to być 5, 4, 3 lub poniżej 3. Uzyskanie z każdej części wyniku 4 lub 5 jest warunkiem dopuszczenia do studiów w Niemczech. Warto dla pewności sprawdzić jaki wynik jest wymagany na wybranej przez nas uczelni oraz starannie zaplanować przygotowania. Dwa miesiące na przygotowanie to absolutne minimum, pod warunkiem, że nasz poziom już oscyluje w granicach B2.

Zrób minimum kilka do kilkunastu egzaminów próbnych

Warto wyposażyć się w wydania papierowe książek z próbnymi testami, które zawierają także cenne wskazówki i rady dotyczące wszystkich części egzaminu. Ja osobiście korzystałem z dwóch książek: Mit Erfolg zum TestDaF B2-C1 oraz: Prüfungstraining-DaF-Übungsbuch

W ten sposób zaprzyjaźnimy się z formą egzaminu DAF, wyrobimy sobie automatyzmy, które w sytuacji stresu egzaminacyjnego pomogą nam zachować zimną krew.

Pisanie ćwicz ze stoperem

Pisanie należy ćwiczyć ze stoperem lub minutnikiem, w ciszy, bez pomocy słownika czy internetu. Polecam napisać kilkanaście wypracowań. Za każdym razem próbujmy maksymalnie wykorzystać godzinę, którą mamy na napisanie tekstu na prawdziwym egzaminie, a jednocześnie starajmy się nie przekroczyć czasu, żeby uniknąć sytuacji, w której zostawiamy niedokończone wypracowanie. Nie jest to jednak koniec świata, bo nawet niedokończone wypracowanie może dostać ocenę cztery. Ale my mierzymy wyżej.

Zapisując się na kurs uzyskujemy także pomoc lektora, który może sprawdzić nam wypracowanie, ale być może mamy też znajomego germanistę, który mógłby za kawę sprawdzić nam kilka wypracowań. Ważne, aby był to ktoś kompetentny, kto udzieli nam informacji zwrotnej dotyczącej nie tylko gramatyki i słownictwa, ale także stopnia realizacji poszczególnych podpunktów zadania egzaminacyjnego.

Nagrywaj mówienie

Mówienie na TestDaF ma dość nietypową formę. Zadania wyświetlają się nam na monitorze, a my w słuchawkach i mikrofonem nagrywamy nasze odpowiedzi w czasie rzeczywistym. Na przygotowanie się do każdej wypowiedzi mamy zazwyczaj od pół minuty do kilku minut. Warto wspomnieć, że siedzimy w sali razem z wszystkim uczestnikami egzaminu, którzy wykonują to samo ćwiczenie co my. Także efekt echo gwarantowany, więc dobrze jest przećwiczyć mówienie w domu niekoniecznie w ciszy, aby uodpornić się na hałasy i nie dać się rozproszyć podczas głównego egzaminu.

W domu każde zadanie nagrywajmy na telefonie lub komputerze i następnie odsłuchujmy na spokojnie sprawdzając je pod kątem błędów, płynności czy realizacji poszczególnych podpunktów zadania.

Kurs językowy?

Last but not least. Przygotowując się do egzaminu uczęszczałem do Centrum Egzaminacyjnego Goethe-Institut, gdzie miałem okazję doskonalić wszystkie sprawności językowe, a jednocześnie przygotowywać się do Certyfikatu Goethe-Institut C1, który pod pewnymi względami przypomina DAF. Na pewno mogę z całego serca polecić tę szkołę językową. Choć nie jest najtańsza, to inwestycja zwraca się z nawiązką. Nie możemy jednak liczyć na to, że renoma szkoły i wybitny lektor przygotuje nas do certyfikatu bez konieczności wkładu pracy własnej.

Reasumując przygotowania do egzaminu warto zacząć odpowiednio wcześniej i w zależności od poziomu, na którym jesteśmy, dobrać środki i narzędzia do realizacji naszego celu. Jeżeli myślisz o studiach w Niemczech w perspektywie 2-3 lat, a Twój niemiecki jest na poziomie początkującym lub średniozaawansowanym, mogą zaintersować Cię posty Jak nauczyć się niemieckiego? lub Nauka z programem Klaus.

Jeżeli macie pytania lub komentarze dotyczące egzaminu TestDaF chętnie na nie odpowiem.

Wystarczy skontaktować się ze mną przez formularz kontaktowy lub zostawić komentarz pod postem. Tschau!

Mój przyjaciel słownik (angielskie słowniki on-line)

Jak odnaleźć się w gąszczu dostępnych słowników on-line? W tym poście postaram się porównać najpopularniejsze internetowe słowniki i odpowiedzieć na nurtujące nas pytania. Którego słownika użyć do nauki słówek? Który wykorzystamy przy tłumaczeniu tekstów na język angielski lub nasz język ojczysty? A który z kolei sprawdza się najlepiej do szukania synonimów lub kolokacji podczas pisania własnych tekstów po angielsku?

PONS

Jeden z najpopularniejszych, wielojęzycznych słowników internetowych. Sprawdza się, gdy szukamy tłumaczenia pojedynczych słów lub wyrażeń idiomatycznych pl<->ang lub ang<->pl. Zaletą jest to, że przy słowie często znajdziemy najczęstsze kolokacje. Minimalizuje to możliwość wystąpienia tak częstych u obcokrajowców błędów leksykalnych. Szukając angielskiego odpowiednika słowa wolny w zdaniu musimy obsadzić to wolne stanowisko, nie użyję słowa free, tak jak zrobiłbym to przy free time, free market czy free kick, lecz słowa vacant, które w tym kontekście oznacza nieobsadzony lub wolny (vacant position). O tym wszystkim powie nam PONS podając przy słowie vacant w nawiasie najczęstsze kolokacje (room, position) i oszczędzi nam dzięki temu kompromitujących błędów leksykalnych. Pons dostępny jest również jako aplikacja mobilna, lecz niestety nie działa w trybie off-line.

Wikitionary (Livio)

Darmowy słownik ang-ang dostępny jako aplikacja (pod nazwą Livio) i działający w trybie off-line. Jest naprawdę obszerny, podaje etymologię, wymowę w IPA, angielską definicję, synonimy oraz antonimy, a w przypadku czasowników formy czasu przeszłego i past participle. Polecam w szczególności wersję mobilną, która często ratuje skórę, gdy inne słowniki zawodzą. Zwłaszcza gdy szukamy rzadkich gatunków zwierząt, jak np. abalone. Choć nie poda nam ten słownik polskiej definicji to podpowie, że jest to jadalny mięczak (edible mollusc), a to często wystarcza nam by pojąć sens słowa w kontekście.

MacMillan Dictionary

Zawiera zwięzłe, nieskomplikowane angielskie definicje oraz przykłady użycia słów w zdaniu. Zdania są również bardzo przystępne. Można wybrać wersję amerykańską lub brytyjską słownika. Na marginesie pojawiają się słowa spokrewnione. Gdy wpiszemy słowo dream na marginesie pojawi się cały zestaw słów i wyrażeń, np. dream on, the American Dream lub dream team.

Collins Dictionary

Podobny do MacMillan Dictionary, trochę mniej przejrzysty. Plusem jest natomiast informacja o częstotliwości występowania słowa. Dowiemy się dodatkowo, że słowo dream należy do grupy 4000 najpopularniejszych słów w języku angielskim. Plusem jest także to, że mamy dwie definicje – jedną dla uczących się angielskiego (uproszczoną) oraz drugą dla rodzimych użytkowników języka.

Context Reverso

Ta strona przydaje się podczas tłumaczenia tekstów, jest to jeden z niewielu ogólnodostępnych korpusów równoległych, czyli takich, w których występują całe zdania i ich rzetelne tłumaczenia (nie automatyczne). Wpisując słowo dream dowiemy się, że można je przetłumaczyć jako np. sen, wyśnić, wymarzyć czy marzenia w zależności od kontekstu. Po zalogowaniu otwiera się możliwość dostępu do jeszcze obszerniejszej bazy zdań i ich tłumaczeń.

Open English Dictionary (Learnthat.org)

Słownik podaje zwięzłą definicję po angielsku oraz przykłady użycia. Ogromny plusem jest możliwość ćwiczenia słów w internetowym trenerze słówek połączonym ze słownikiem. Wystarczy zalogować się i kliknąć „Learn that word”, a system wyznaczy nam powtórki, tak aby słowo po kilku dniach regularnej nauki przeszło do naszej pamięci długotrwałej.

Diki

Osobiście nie przepadam za tym słownikiem, uważam, że istnieją lepsze, jak na przykład PONS. Jednak wspominam o nim, gdyż oprócz słownika pl<->ang i ang<->pl znajdziemy tu system powtórek oraz lekcje on-line – interaktywne i na wszystkich poziomach zaawansowania. Więc o ile nie jest to idealny słownik, to po wykupieniu wersji płatnej daje dostęp do całkiem ciekawej platformy z grami językowymi, z których można skorzystać w wolnym czasie i przy okazji poszerzyć słownictwo. Więcej o tym sposobie nauki słów w poście Jak zwiększyć zasób słów w języku angielskim? Znajdziecie tam zestawienie dostępnych trenerów słownictwa.

A co do zestawienia słowników to ma się ono tak:

słowniki

A wy za jakich słowników korzystacie? Czy pominąłem jakieś warte wspomnienia słowniki on-line do języka angielskiego?

Listy słówek w praktyce

Uczenie się z list słówek nie należy do moich ulubionych strategii nauki języka. Myślę, że wielu z was podziela to zdanie. Zakuwanie list słówek jest nienaturalne (nie trenuje żadnych sprawności językowych) i mało skuteczne (bez efektywnego systemu powtórek po kilku dniach zapomnimy większość nauczonych w ten sposób słów). Chociaż po części zgadzam się z tymi zarzutami, to jednak taki sposób nauki musi mieć jakieś uzasadnienie, skoro już istnieje. I owszem kiedy jesteśmy podstawieni pod ścianą i zależy nam szybkim, aczkolwiek krótkotrwałym efekcie (np. w związku z nauką do sprawdzianu), listy słówek mogą okazać się dobrym rozwiązaniem. Można tworzyć je w tradycyjny sposób, przeczesując artykuły lub książki w poszukiwaniu nieznanych słów i dopisując polskie tłumaczenia lub definicje w języku obcym. Można jednak podejść do tego w bardziej systematyczny sposób i stworzyć własną listę za pomocą darmowego oprogramowania AntConc .

Aby stworzyć taką listę potrzebujemy książkę lub artykuł (lub kilka książek) w formacie .txt. Najprościej skopiować tekst książki i wkleić ją do notatnika i zapisać (należy pamiętać o formacie Uni-code) lub skorzystać z internetowych konwerterów do formatu txt. np. Convert to txt. Gotowy tekst należy załadować do programu.

Files → Open file(s) → Wybierz swój plik w formacie .txt

Następnie wybieramy „word list” w prawym górnym rogu oraz wciskamy przycisk „start”. Oto co ukaże się naszym oczom po załadowaniu pierwszego tomu Bożego Igrzyska Normana Davisa.

antconc1

Program wyliczył, że na pierwszy tom składają się 210 tys. 644 słowa, z czego 20 tys. 583 unikalnych wyrazów. Np. przyimek „of” występuje prawie 11 tys. razy, jednak w drugim wyliczeniu pojawi się tylko raz. Pierwsze kilkaset słów to z reguły tzw. function words (zaimki, spójniki, rodzajniki, czasowniki posiłkowe) oraz inne bardzo pospolite słowa.

Po kliknięciu File → Save output utworzymy plik .txt ze słowami oraz częstotliwością ich występowania.

antconc2

Pierwsza liczba to numer na liście (im wyższy tym rzadziej występuje słowo), a druga liczba to liczba wystąpień w tekście.

Teraz pozostaje wybrać z listy te słowa, których nie znamy, a które pojawiają się dość często. Możemy zrezygnować z nauki tych, które pojawiają się tylko raz czy dwa w całym tekście (zwróćmy uwagę na to, że stanowią one 63% wszystkich unikalnych słów, ale nie słów w tekście).

W ten sposób powstanie lista ok. 7300 słów z książki Boże Igrzysko. Jest to dość astronomiczna liczba, jednak w zależności od naszego poziomu zaawansowania na samym początku wykluczymy dużą ilość słów. Po opracowaniu nieznanego nam słownictwa (np. poprzez dopisanie polskich lub angielskich definicji), uzyskamy listę, która pomoże nam przebrnąć przez książkę bez konieczności zaglądania do słownika. Uporządkowanie alfabetyczne słów może pomóc nam w orientowaniu się w naszej liście. Można uporządkować nasz mini-słowniczek w ten sposób na przykład za pomocą programu Excel.

Przyjemnej nauki! Napiszcie jak wy radzicie sobie z nauką słów? Korzystacie z list słówek?

Naucz się nowego języka wykorzystując bogactwo materiałów dostępnych w internecie.