Archiwa tagu: Tłumaczenia maszynowe

Nauka języka obcego z Google Tłumaczem i Deepl?

Czy Google Tłumacz nadaje się do samodzielnej nauki języka? Owszem. Cokolwiek by o nim nie mówić ma kilka przydatnych funkcji, które nawet jeśli nie wpływają znacząco na jakość i tempo systematycznej nauki, to pozwalają nam w międzyczasie trochę się rozerwać. Czasem będzie to czatowanie ze znajomym w nieznanym nam języku i nieustanne kopiuj/wklej, a niekiedy test wymowy mający wykazać czy system rozpoznawania mowy nas zrozumie. W dzisiejszym poście o sposobach na urozmaicenie nauki z Tłumaczem Google oraz jego nowym konkurentem – Deepl.

Zła sława Google Tłumacza – alternatywa?

Google Tłumacz nie cieszy się dobrą sławą. I faktycznie częściowo zasłużył sobie na nią. Program ten to bardziej w coś w rodzaju zabawki do nauki języków niszowych – przez dużą liczbę gadżeciarskich funkcji, ale zawodność, jeśli chodzi o poprawność. Nie można tego powiedzieć o tłumaczeniach na angielski. Jednak dla innych języków europejskich znacznie bardziej polecam Deepl, który oferuje tłumaczenia w językach polskim, angielskim, niemieckim, niderlandzkim, francuskim, włoskim, portugalskim, hiszpańskim i rosyjskim.

Dużo jest zagadnień, z którymi Google sobie nie radzi. I nie mówię tu tylko o tłumaczeniach na języki z bogatą fleksją (jak na przykład polski), ale także o błędach leksykalnych – niekiedy zadziwiająco banalnych, ale i potencjalnie tragicznych w skutkach.

Powiedzmy, że rodzimy użytkownik angielskiego chce poinformować kogoś, że cieszy się na swój przyjazd do Polski, co wyrazi słowami „I’m excited”. Niech tylko mu nie przyjdzie do głowy wyrazić to po polsku z pomocą Google Tłumacza. Jeżeli się na to zdecyduje, zakomunikuje swojemu rozmówcy, że… „jest podniecony” niezależnie od płci.

IMG_20190915_074312.jpg

I choć faktycznie jest to jedno ze znaczeń, to w żadnej mierze nie to najbardziej rozpowszechnione, ale o takich niuansach Google nie ma pojęcia. Dodatkowo nie rozróżnia rodzaju w języku polskim.

Dobra wiadomość jest taka, że dla kilku języków europejskich istnieje alternatywa dla Google. Jest nim powstały w 2017 roku Deepl. Tutaj mała próbka jego możliwości w porównaniu do Google translate.

IMG_20190915_074337

Jak wobec tego można wykorzystać te dwa narzędzia do nauki języków obcych?

Nauka poprzez tłumaczenia

Oczywiście najprostszy, tradycyjny sposób nauki to wybranie interesującego nas tekstu po polsku i przetłumaczenie go na język obcy oraz analiza, wypisywanie nieznanych słów itd.

Jednak bardziej niezawodne i godne polecenia jest znalezienie tekstu w języku obcym, przetłumaczenie za pomocą deepl na polski i próba odtworzenia tłumaczenia na język obcy. Efekt końcowy możemy porównywać z oryginałem, aż uzyskamy satysfakcjonujące efekty. Można oczywiście wykonywać tłumaczenie na język obcy także ustnie.

Szukanie najlepszej wersji

Deepl oferuje dodatkowo funkcję ulepszania tłumaczenia. Za pomocą kliknięcia w dane przetłumaczone słowo pojawiają się jego synonimy – my decydujemy które wyrażenie jest poprawne lub najbardziej pasuje w danym kontekście.

IMG_20190915_095255.png

Gadżety Google Tłumacza

Google tłumacz oferuje natomiast szeroką gamę dodatkowcyh funkcji, jak na przykład rozpoznawanie mowy. Pozwala ona przekonać się czy nasza wymowa jest zbliżona do natywnej lub czy chociaż ją przypomina. Jeśli chodzi o wymowę samego wujka Google, choć brzmi sztucznie, a intonacja w dłuższych zdaniach też zawodzi, to jednak daje nam pewne pojęcie o tym jak wymawiane są poszególne głoski.

IMG_20190915_093843.jpg

Opcja rozpoznawania konwersacji jest chyba najbardziej ekscytująca. Możemy za jej pomocą podsłuchać rozmowę w autobusie dwóch użytkowników, powiedzmy suahili lub innego zupełnie obcego nam języka. Nie namawiam oczywiście do takich nieetycznych działań, ale teoretycznie takie możliwości stwarza to narzędzie.

Rozmowa na czacie w 100 językach

Ostatnia opcja to korzystanie z komunikatorów w obcym języku. Aplikacja Googla i Deepl teoretycznie pozwala nam na czatowanie w około stu językach. Partnera do takiej rozmowy znajdziemy np. na Italki. Oczywiście o wiele produktywniej wykorzystamy nasz czas, gdy o danym języku mamy już niejakie pojęcie. Wtedy możemy tłumaczyć tylko to co wydaje nam się, że znamy pasywnie, a w ten sposób przenosić niejako wiedzę z poziomu pasywnej znajomości na poziom aktywnego użytkowania języka – podczas autentycznej konwersacji na czacie.

No i nie zapominajcie, że jeżeli znacie angielski to używajcie go jako języka wyjściowego – da to dużo lepsze efekty i pozwoli uniknąć choć części błędów w stylu „jestem podniecony”.

Zdarzyło wam się korzystać z Google Tłumacza przy nauce języków? Znacie może jakieś nietuzinkowe sposoby wykorzystania tego narzędzia? Możecie podzielić się swoimi spostrzeżeniami w komentarzach.