Archiwa tagu: Turcja

Wakacje w Turcji (Izmir) 

Turcja? Wakacje? Brzmi sztampowo. Ciepły klimat, morze i leżenie do góry brzuchem. Ale dzisiaj nie o tym. Dziś o tym co czeka na turystów, którzy chcą zetknąć się z tą niezwykłą kulturą, wyściubić nosa z hotelu, zasmakować tureckich potraw i poczuć się przez chwilę jak mieszkaniec Izmiru, tej trzeciej co do wielkości tureckiej metropolii, która jest dla mnie od dziś synonimem gościnności oraz wybornej kuchni.

IMG_20190318_165213

Coś do poczytania przed wyjazdem?

Mój pobyt w Turcji obfitował w zaskakujące sytuacje z życia codziennego oraz dał ogromną dawkę motywacji do zgłębienia tej kultury oraz języka tureckiego.

W poście Jak samodzielnie uczyć się tureckiego? przedstawiam materiały on-line, z których możecie skorzystać stawiając pierwsze kroki w tureckim.

Jeżeli wybierasz się do Turcji , to przed wyjazdem oprócz podstaw języka pewnie chcesz dowiedzieć się czego można się spodziewać, czego unikać, co przystoi a co nie. Ja przeczytałem w tym celu kilka postów o Turcji, z czego w szczególności zapadł mi w pamięci jeden z najbardziej obszernych i rzetelnych blogów w tym temacie https://www.tur-tur.pl.

Jakie stereotypy się potwierdziły, a jakie nie?

Jadąc od kraju, w którym dominującą religią jest islam mamy pewne wyobrażenie, które niekoniecznie znajduje odbicie w rzeczywistości, jeżeli chodzi o İzmir. İzmir jest miastem, w którym uderza nas liberalna obyczajowość i zachodni styl życia. Znajdziemy wiele kobiet ubranych na modłę zachodnią, homoseksualne pary w metrze czy młodych ludzi pijących napoje wyskokowe na trawie w samym centrum miasta.

Przed wyjazdem słyszałem również wiele dobrego o tureckiej kuchni, a nawet miałem okazję odwiedzić kilka tureckich restauracji w Niemczech. Rzeczywistość przkroczyła jednak moje naśmielsze oczekiwania. Nie spodziewałem się, że w ciągu zaledwie 10 dni pokocham tureckie jedzenie. Moim absolutnym numerem jeden jest Iskander – skrawki wołowiny w sosie pomidorowym ze spodem z kawałków chleba i do tego jogurt. Brzmi dość egzotycznie, ale zapewniam, że warty jest swojej ceny, która notabene nie była wcale tak wysoka. A jeśli już jesteśmy przy kosztach…

Z jakimi wydatkami należy się liczyć?

Za lot z Berlina zapłaciłem ok. 950 zł rezerwując dwa miesiące wcześniej. Linie Turkish Airlines mogę polecić każdemu jeśli chodzi o obsługę, serwowane jedzenie oraz komfort lotu. Co do kosztów życia, to z pewnością dla mieszkańców są wysokie biorąc pod uwagę, że średnie wynagrodzenie oscyluje w graniach 2 tysięcy lir. Jednak dla przyjezdnych z Europy, np. Polski, czy już na pewno z Niemiec, ceny wydadzą się bardzo przyjazne dla naszego portfela. Za duży pokój jednoosobowy w hostelu w dobrej dzielnicy zapłaciłem 90 lir za noc, co w przeliczeniu daje ok. 60 zł za noc. W takim na przykład sopocie za taką cenę dostaniemy co najwyżej łóżko w pokoju wieloosobowym.

Co zobaczyć w okolicy?

Na pewno warto wybrać się do oddalonego kilkadziesiąt kilometrów Efezu (zdjęcie), gdzie znajdziemy ruiny starożytnego miasta leżącego niegdyś nad morzem egejskim. W pobliży znajduje się również miejsce pielgrzymek katolików – Dom Marii Dziewicy, w którym żyła aż do swojej śmierci matka Chrystusa. Zarówno w Efezie, jak i w domu Maryi znajdziemy dużo książek w polskiej wersji językowej. Choć nie są zupełnie wolne od błędów językowych, to jednak sprawiają, że turysta czuje się bardziej swojsko, a i na prezenty nadają się świetnie.

20190323_141601

Jakie niespodzianki…

Zaskoczyło mnie również to, że wchodząc do tureckiego mieszkania już na klatce schodowej należy zdjąć buty, a następnie zostawić przed wejściem lub wnieść do domu i umieścić w szafce (broń Boże nie wchodzić do przedpokoju w butach). Zdarzyło mi się raz, gdy już wychodziłem z mieszkania w odruchu bezwarunkowym położyć buty w przedpokoju, na dywanie. Atmosfera zrobiła się co najmniej niezręczna, kiedy gospodyni, również w odruchu, wykrzyknęła coś po turecku. Po tym wszystkim oboje długo nawzajem się przepraszaliśmy.

Nie brakowało także sytuacji, w których trzeba było wykazać się ekwilibrystyką lingwistyczną najwyżeszego sortu, kiedy zaczepiony na ulicy przez agitującego za czymś jegomościa odezwałem się do niego po turecku „para yok”, co znaczy tyle, co „nie ma pieniędzy”. Wystarczyło dodać suffix -m do para i już byłoby bardziej elegancko (nie mam pieniędzy), a tak wyszło trochę w stylu „kali jeść, kali pić”.

Ostania wpadka zdarzyła mi się jeszcze w Niemczech, gdy przepuszczając w drzwiach znajomą usłyszałem „teşekkur ederim”, a moja odpowiedź brzmiała zamiast „bir şey değil” (nie ma za co)bir şey değilim” (jestem niczym). Tą odpowiedzią w stylu Koheleta – marność nad marnościami i wszystko marność – wprawiłem koleżankę w zakłopotanie.

A jakie są wasze doświadczenia z pobytu w Turcji, próbowaliście swoich sił w tureckim czy zdajecie się na angielski? Zachęcam do komentowania.

20190325_192224